Najgorsza instytucja świata

Witaj Simonie,
mogę się zgodzić , że obok bycia druhną nadawanie tytułów to druga najgorsza
rzecz na świecie.
Na pewno jest ważny .
I tutaj zaczyna się problem; tytuł jako coś co dopełnia wiersz,
ale nie sprawia pewnego rodzaju przesytu.
Nie lubię bawić się w jakieś logiczne zagadki , które właśnie poprzez
tytuł sugerowałyby  takie a nie inne odczytanie wiersza.
Nie lubie być może dlatego , że nie potrafię.
Co do słynnych "***"  to powinno się je zarezerwować tylko
dla wiersza , w którym już więcej nic dodać nie trzeba.
Kiedyś "***" jawiły mi się niezwykle tajemniczo , romantycznie , mgliście
itp i  wydawało mi się , że postawienie ich w miejsce tytułu to już
połowa sukcesu (ale jeszcze wtedy sama nie pisałam)
Zdarza mi się nie tytułować wierszy przez jakiś czas a póżniej
hurtowo nadawać tytuły.:-)
Pewnie najbliższe memu sercu są długie barokowe tytuły -
które praktycznie likwidowały instytucje tytułu
a stanowiły zaczej  super krótkie streszczenie tematyki utworu.
Dla mnie tytułowanie wierszy to już zupełnie inna sztuka , która owszem
powinna iść w parze z samym procesem pisania , ale nie zawsze idzie-
czego przykładem jestem ja.
Pozdrawiam , życzę miłego wtorku
Jagoda


     

  POSZUKUJE DZIEWCZYNY SEBASTIANEK
MAM NA IMIE SE3BASTIAN mam 32 lata i leczre sie na schizofrenie od kilku lat mam lęki PRZED WYCHODZENIEM WPRAWDZIE3 WYSZEDLEM 60 RAZY NA SPACER I DO SKLEPU ALE NA KROTKIE DYSTANSE HIHI LUBIE SMUTNA MUZYKE I ROMANTYCZNA ZAGRANICZNA I POLSKA ANITA LIPNICKA S KRAJEWSKI DEPECHE MODE CZASAMI MAM LĘKI ZE MUSI KTOS PRZY MNIE POSIEDZIEC GDY LEZE BARDZO BYM CHCIAL POZNAC DZIEWCZYNE CHOCBY KORESPONDENCYJNIE KTORA MOGLBYM SIE ZAOPIEKOWAC AONA MNA KTOREJ BYM SZEPTAL DO USZKA KTORA EWENTUALNIE NAWET MOGLBYM POKOCHAC LUBIE KOMEDIE ROMANTYCZNE NIE3 LUBIE ALKOHOLU ANI KLOTNI MAM 175 CM I 98 KG PISZE TROCHE CHAOTYCZNIE ALE TO NIC STRASZNIE SIE UCIESZE GDY NAPISZE DO MNIE JAKAS DZIEWCZYNA WIEM ZE NIE JEST LEKKO PODJAC DECYZJE O NAPISANIU DO MNIE ALE ZACHECAM NA KONIEC WIERSZ KTORY NAPISALEM
KIMKOLWIEK JESTES NIE NA TO ZNACZENIA
BYLEBYLBYS SOBA I MIAL COS DO SPELNIEWNIA
TO NIEPRAWDA ZE NIE KOCHAM BO
GDYBY TAK BYLO NIEZYLBYM
LECZ ZYCIA BRAK BY DOSC UKOCHAC MOJ NR GG 8848855 LUB EMAIL sebastian1974@interia.eu dziekuje bardzo i czekal bede

  Szkoła
Virgo>> Dziady mają faktycznie 4 cześci tylko, że:
- z pierwszej zachował się tylko wiersz "Upiór"
- 2 i 4 są wsumie króciutkie i razem są krotsze niż 3
- 3 jest całkiem fajna i chyba nawet niema 200 stron
Czytałem grubsze jedno tomowe książki

Tadka natomiast nie przeczytałem a była tyo jedna z dwóoch lektór których nie przeczytałem z romantyzmu (druga to "Cierpienia młodego Vertera")
Romantyzm to maja ulubiona epoka i w dodatku jedna z najprostszych.

Teraz czytam "Chłopów" i to oni mają cztery części po około 200 stron .

  Mężczyźni - jak ich widzą, tak ich piszą...
Hm... Pomijając fakt, że mnie temat dotyczy średnio na jeża... ^^'

Wydaje mi się, że romantycy są całkiem mili tylko na krótkie dystanse. Bo o ile wiersze, peany, kwiaty i śniadanie do łóżka to bardzo sympatyczna rzecz, to trzeba czasem zmierzyć się z faktem, że świat jest brzydki, zły i śmierdzi, i czasami oparcie przydaje się nawet najtwardszym kobietom. A tutaj poezja, która ocala narody i ludzi może zwyczajnie nie wystarczyć.

Sądzę, że kobiety, niezależnie od różnych cech mężczyzny, szukają w związkach przede wszystkim oparcia. A tzw. zimny drań szybciej wywiąże się z tego zadanie niż romantyczny, wrażliwy artysta...

     

  Samotność
Siedzę i czytam już chyba trzeci raz Twój wiersz i ciągle nie wiem co napisać.
Przekazałaś emocje – bardzo dobrze, ale dla niektórych odbiorców mogą one być zbyt... „krwawe”. Piszemy nie po to by szokować, lecz by wyrazić siebie. A jeśli właśnie to zrobiłaś, to naprawdę masz poważy problem.
Choć generalnie wiersz mi się podobał, to obawiam się, że o jeszcze nie jest poezja.
To dopiero próba, całkiem niezła, ale musisz dużo pisać. Na przykład jeden, nawet króciutki utwór dziennie.
Pamiętaj że największym atutem poezji jest mówienie nie wprost. Dlatego tak dobrze wyraża emocje i stany, dla których proza nie ma słów. „Aby mnie zrozumieć musiałbyś być we mnie i czuć to co ja czuję” (główne hasło romantyzmu). Gdy jesteś zbyt dołowana zabijasz poezję! Porównania, przenośnie, cienkie woale słów którym wola autora nadaje zupełnie inne znaczenie. A jeśli jest naprawdę dobry czytelnik poczuje to co on, ten sam ból, tą samą radość.

  Jak oceniać wiersze?
Jeśli ktoś pisze banalne metafory okraszające je częstochowszczyzną - sprawa jest oczywista (chociaż też nie do końca). Ale jeśli wiersz nie jest w oczywisty sposób prymitywny, ale nie podchodzi warto napisać np. "Mi osobiście takie wiersze się nie podobają, ale....".



Jak Tali Maciej napisał:

"rym częstochowski był zamierzony
tak właśnie wiersz został stworzony
lekki limeryk tak na śniadanie
więc tu usiądźcie panowie i panie
wnet zaczynamy krótkie ćwiczenia
jak przyrządzić "rym" do jedzenia"

Czasem to jest poprostu żałosne, że jacyś krytycy piszą, że wiersz jest zły bo ma banalną treść i trąci "częstochowszczyzną" (cokolwiek pod tym słowem widzicie) i z drugiej strony niektórzy piszą że "wiersz biały" to wiersz, a od kiedy to wiersz jest bez rymów?

I zresztą skąd wiesz co jest prymitywne, a co nie? Dla mnie na przykład większość chłamu z epoki romantyzmu to bełkoty opiumowych ćpunów bawiących się w wieszczy nie mając pojęcia co to znaczy.

A zresztą nieważne i tak nikogo z ludzi którzy uważają się za wielkich krytyków nie przekonam.

  Dziś
tematy dla rozszerzenia byly proste-przynajmniej jak dla mnie wymarzone;
mialam do wyboru:

1)Smierc zolnierza.Na podstawie analizy i interpretacji podanych fragmentow przedstaw i porownaj kreacje bohaterow.Zwroc uwage na kontekst historyczno-literacki i styl narracji.
I tutaj byl fragment z "Ogniem i mieczem" i "Rozdziobią nas kruki,wrony.."Zeromskiego-ale tego nie wybralam bo nie chcialo mi sie tyle pisac;)

2)Dokonaj analizy i interpretacji wiersza W.Broniewskiego "Ballady i romanse".Zwroc uwage na funkcje nawiazan do romantyzmu.
Tutaj z kolei byl podany caly wiersz na tacy-krociutki,i wogole temat wydawal mi sie dosyc prosty:)
Ale to nie zmienia faktu,ze przez wlasna glupote i lenistwo chyba zmascilam.Na szczescie to nawet probna nie byla

Poziom podstawowy mial

1)Na podstawie fragmentu "Wesela" i odwolania do calosci utworu skonfrontowac obraz chlopow przedstawiony w dramacie z wyobrazeniami inteligencji na temat mieszkancow wsi

2)Stanislaw Wokulski-"czlowiek epoki przejsciowej".Przedstaw temat,analizujac podany fragment "Lalki" Prusa oraz uwzgledniajac kontekst calej powiesci.
I tutaj dali fragment tej "Lalki"
Jak namoje oko to moj poziom paradoksalnie mial o wiele latwiejsze tematy-ale wynika to moze z tego,ze mam do nadrobienia wlasnie m.in."Lalke" i "Wesele" bo mnie nie bylo prawie 1,5m-ca w szkole jesienia
....

  [PL-ŁAC] Napis na pierścionek
To może popatrz jeszcze na te:
Odi et amo (Kocham i nienawidzę) - Katullus. Tylko, jeśli zna cały wiersz:
Odi et amo. Quare id faciam, fortasse requiris.
Nescio, sed fieri sentio et excrucior
Alea iacta est (to powiedział Cezar) – Kostka została rzucona - na znak waszej nieodwracalnej zmiany w życiu
Quod felix, faustum fortunatumque sit! (Liwiusz) – Niech to będzie szczęśliwe, pomyślne i dobre
Si vis amari, ama! (Seneka) – Jeśli chcesz być kochany, kochaj!
Verba volant, scripta manent – Słowa ulatują, pismo zostaje (na znak, że to co Was łączy, trwalsze jest od wszystkich słów, jakie mógłbyś wygrawerować)
Vita brevis est, ars longa, spes fragilis – Życie jest krótkie, sztuka długa, nadzieja krucha
Albo proste i piękne:
in perpetuum – na zawsze
totus tuus – cały twój
vade mecum – chodź za mną
A swoją drogą gratuluję romantycznej duszy... Pozazdrościć dziewczynie!

  *** (za kurtyną milczenia)
Już tłumaczę. Historyczne brzemię jest ni mniej ni wiecęj całościowym bagażem doświadczeniowym ludzi, którzy - zmuszeni przez okowy epok, w którym przyszło im żyć - tworzyli właśnie sonety. Obarczenie historyczne, tudzież historyczna grawitacja - szczególnie w kontekście współczesnej poezji - jest cechą, która dla wielu powinna być unikana.
To, ze sonet wymaga od wiersza konkretnego podziału strof i wersów, nie znaczy, że jego treść będzie głębsza, ani że znaczy więcej, ponieważ trzeba uściślić ją w pewnym "gorsecie". Zahaczając przecież o inny - hermeneutyczny wszakże - problem, im mniej skrępowań (a takimi są przecież, patrząc racjonalnie granice sonetu) tym więcej ma do pokazania wiersz. i nie chodzi tutaj o to, że krótkie wiersze nie mogą być dobre. Sam dogmat - i tak to trzeba nazwać, choć może w tym momencie radykalizuję - wymusza pewną ograniczoność zarówno w pisaniu, jak i w odbiorze wiersza. Więc - podążając za tokiem - wiersz nie obarczony historycznym formalizmem, ani semiotycznym monotematyzmem musi być wierszem, który wzruszy więcej ludzi, ponieważ właśnie nie odwołuje się do, skądinąd, utartych form prowadzenia myśli w poezji.

Po co "narzucać sobie" sprawiony przez innego kogoś gorset? Czyż poezja nie ma oddychać? Może i jest to głos romantycznego postmodernisty (wybaczcie oksymoron), ale jednak to wyznaję obserwując i komentując rzeczywistość. Nie twierdzę tym samym, że sonetów nie należy uprawiać. mam wrażenie, że powytższymi komentarzami zostałem zmuszony do wyeksponowania takiej refleksji.
Pozdrawiam.

  Poezja
parole, parole, parole
ale jakie fajne

widze, że drzemie w was kobitki niezły potencjał literacki

może powinniśmy cos z tym zrobic, na przykład zebrac na tym portalu w jednym miejscu? poukładac tematycznie, zeby czytelnicy znaleźli cos dla siebie np wiersze romantyczne, filozoficzne, humoreski, a w innym krótkie formy prozą?
tak bez żadnego konkursu, nadzoru, taki hyde park literacki?

kto wie, może by sie kiedys udało wydac taki zbiór literatury 50+

Adminko??

  cancer est
kocham
____krótkie słowo
____tyle emocji

Cię
____szok
____zdumienie

____i mój ból

otulona płaszczem włosów
surogatem bliskości

chciałabym przytulić Morze
niech mnie obejmie
zimnym ramieniem

uciekłeś we mgłę
zapragnąłeś wrócić
za późno
nie umiem cię wydostać

przyniosłeś różę
zabarwiłeś nią
starą fotografię
___krwią raka



Oto dotychczasowy Twój dorobek na forum Erynie. Wszystkie Twoje ,,wiersze" składają się w jeden wiersz. Gdyby pomajstrować przy tych wcięciach i kolejności wyszedłby z tego ładne miłosne wierszydło, może nawet romantyczne i delikatne. Ale problem w tym, że zarzucasz nas morzem miniaturek, w których coś istotnie jest, jednak są za krótkie, żeby się nimi dłużej pobawić. Gdyby wszystkie te miniaturki zbić w jedną gromadkę - byłoby fajnie.

I mam dla Ciebie radę - jak poczujesz natchnienie to nie wklejaj tego od razu na forum. Poczekaj na następny raz i następny. Łącz te miniaturki w jedną sensowną całość, ewentualnie zmieniając ich kolejność. Przy Twoim potencjale może z tego wyjść coś naprawdę ślicznego.

Pozdrawiam,
Agata

  Matura
Rady jeszcze dosyc swiezej maturzystki, ktora otrzymala 100% :

Wybierzcie sobie ksiazki z podstawy programowej (ewentualnie z rozszerzenia) tematy da sie zrobic na podstawie tego co jest w programie, a jest wiecej opracowan.. mniej trzeba czytac..

Ksiazki, ktore wybierzecie musicie koniecznie przeczytac i poznac ich kontekst historyczny, przeanalizowac biografie autorow i genezy (mialam dokladne pytania o Slowackiego).

Polityki szukajcie w wierszach!! wiersze maja to do siebie, ze sa krotkie i o wszystkim (wystarczy poszukac).

Nie piszcie sobie prezentacji i nie uczcie sie jej na pamiec. Najwazniejsze, zebyscie mieli wiedze w glowie.
________________________________
Jak wygladala moja matura i moje przygotowania?

Wszystko robilam na ostatnia chwile. Wiec plan napisalam nim jeszcze przeczytalam literature cala tak na czuja

Wybralam temat "Romantyczna melancholia w literackim i malarskim ujeciu tworcow XIX wieku"

Troche w filozofii siedzialam, wiec poszlam w nia. Przeczytalam dwa rozdzialy z podrecznika do filozofii, wylapalam koncepcje alienacji jednostki, dazenia do absolutu itd.
Wybralam duzo wierszy - szybka przyjemna praca z nimi, przy swiecach w nocy, pod wieza kaplicy... ah ten romantyzm!

Kordiana przeczytalam w noc przed matura.. jasne, ze o "jaskolczym niepokoju" wiedzialam juz wczesniej.

Weszlam do sali z planem i z jedna kartka notatek, ktorych nie uzywalam.

musze powiedziec, ze po prostu "czulam temat". Przyszlam z wiedza i efekt...
..
20/20

Wiedza! musicie poczuc temat i bedzie pieknie

  Nigdy mi się nie przyśnił
----- Original Message -----

Sent: Friday, May 09, 2003 7:08 PM
Subject: Re: Nigdy mi się nie przyśnił

// znowu newsgate nie robi wcięć, muszę sam,
// tylko na początku i końcu wciętego, bo jeszcze nie
// zwariowałem

Garbalowy w formie. Tak, jeśli chodzi o wersyfikację. Zwersyfikowany bowiem
klasycznie.

Ależ chodziło mi o to, że usunąłem wiele zbędnych wyrazów. Dłuższe zdania
przerobiłem na krótkie sygnały, przejrzystość - jako brak pustosłowia -
doprowadziłem do nadmiernej (na moje ucho) gęstości. Każdy wyraz ma istotne
dla całości znaczenie, ale więzi między wyrazami trzeba się domyślać. I ten
wysiłek domyślania się - zniechęca do ponownego przeczytania wiersza, a w
konsekwencji - do zapamiętywania. I do kontemplacji tak przyjemnej jak
niektóre sny.

Kluczem jest tytuł wiersza: protest przeciwko takiej poetyce. Aby był
konsekwentny, musi być - uznałem - jakaś niepasująca część, pewien zgrzyt
czy kontrast z poetyką, która wiersz wytworzyła.

Nie wiem, czy aż anty-, ale nie-Garbalowy w treści. Bo trochę słów już
wypowiedzianych (a są inne?), jak błyszczące gwiazdy nad jeziorem; tak -
trzecia
zwrotka z romantycznej bajki. Właściwie poza nią (wiesz, mógłbyś się bez
niej
obejść? jakoś mi rozbija wiersz) wiersz mówi dokładnie to, co czasem się
śni.

Pomysł był dwojaki. Po pierwsze - żeby zestawić obie poetyki - ową
"niepasującą" zwrotkę i resztę, jako kontrast. A po drugie - niezrealizowane
zresztą - chciałem CAŁOŚĆ zestawić z jeszcze innym, bardziej intymnym
fragmentem, który nawet zacząłem pisać.

To by dopiero "rozbijało"...

Choć mnie najczęściej śnią się słowa (to pewnie wina mojej ułomności w
zakresie
obrazów) i dźwięki. O, muzyka, tak! Czasem i we śnie ją słyszę, a nawet
budzę
się, śpiewając. A sens ucieka. Tak czasem bardzo chce się go złapać tuż po
obudzeniu - czasem się udaje, częściej nie.

A ja inaczej. Sen bywa odpoczynkiem, czysto zmysłowym - jak wycieczka czy po
prostu spacer. Cieszę się ruchem, marszem, tym że widzę jakieś trawy,
drzewa. Przede wszystkim chodzenie po pagórkach.

Marek P.


  To czy to?
noc bo taka ciemna i romantyczna

krótkie rymy czy długie wiersze

  Klekowska o poezji
Witam.
Trochę się spóźniłem z obiecanym tematem, ale przynajmniej nadrabiam zaległości .
Ci co byli w szkole w środę doskonale wiedzą o co chodzi. Ci co nie byli, za chwilę otrzymają krótkie streszczenie co tym razem wydziwiła nasza profesor.
Anka Góralczyk oddała swoje wiersze do przejrzenia Klekowskiej, gdyż jest organizowany jakiś konkurs poezji czy coś w tym stylu. Jak się okazało, wiersze te zdaniem Klekowskiej nie były dość dobre, aby iść na konkurs. Kłopot polegał nie tyle na samym fakcie, że wierszy tych nie chciała posłać, ale na sposobie, w jaki powiedziała to co myśli o tych wierszach. Zastrzegam, że wierszy owych nie czytałem.
Zaczęło się niewinnie, jak zwykle najpierw sprawdzała jak uczeń reaguje na krytykę. Ponieważ Anka nie reagowała- zaczęła się piekielna głupawka.
W pierwszej kolejnosci przyczepiła się bardzo tego, że wiersze te rzekomo były (jak to dobitnie i nazbyt często podkreślała) "ludowe", czyli zapewne o życiu wiejskim, bo raczej o komunistach w tym wieku się nie pisze .
Następną kwestią był fakt, że wiersz ten nie był biały- był aż nadto rymowaną twórczością. "W obecnych czasach, współczesnych, tworzymy wiersze białe" cytując profesorkę.
Trzecią "wadą" wierszy była ich prostoliniowość. "W wierszu musi być coś, co mogłabym zinterpretować, jakieś głębsze znaczenie" ponownie cytując.
Czwartym, ściśle powiazanym z powyższym zagadnieniem, anormalną cechą tych wierszy był fakt, że dziewczyna nie zastosowała praktycznie żadnych środków artystycznych- metafor, anafor, epitetów, porównań itd. Czyniło to naturalnie wiersz zbyt łatwym do zroumienia i nie miał on jakiegoś "drugiego dna" moralnego.
I wreszcie piąta część, która niemalże postawiła mnie na nogi w celu powiedzenia co myślę o jej pojęciu poezji. Że "tego typu utwory ludowe, o wsi, prosto zbudowane, były charakterytyczne dla romantyzmu. Więc nie cofajmy się o 200 lat".



Cofać się w poezji... za prosta budowa... rymy zamiast ich braku...
Jak sądzicie, coś takiego jest możliwe? Jak Wy postrzegacie poezje? Czy koniecznie należy podporządkowywać sie kanonom współczesności, czy też moze nam, młodemu pokoleniu, przypada przywilej zmienienia "trendów" poezji?

  Lekkość Twej sukni pokryła Ziemie wiatrem
Ja też uważam, że to jest piękne, piękny jest taki właśnie sposób wyrażania komuś swoich uczuć... uczuć szczerych, z głębi serca... Myślę, że każda romantyczna dusza zatrzyma się chwilę nad tym wierszem, pomarzy... (O, ja też nie jestem wyjątkiem!)
Poznałam (już dosyć dawno) pewnego chłopaka. Na początku... mijaliśmy się przypadkiem, w autobusie, na przystanku, mówiliśmy krótkie "cześć!" i jechaliśmy w swoją stronę (wynikały z tego czasem zabawne sytuacje, bo zawsze kiedy na siebie wpadaliśmy, miałam akurat lekko nieprzytomne spojrzenie i musiałam myślami powrócić w to samo miejsce, gdzie moje ciało, żeby uświadomić sobie, kto mówi mi "cześć!" ). Przeczytałam (całkiem niedawno) Jego wiersze. Pobudziły mnie do refleksji... nad sobą, życiem, ale myślę, że najważniejsze jest to, że zaczęłam trochę inaczej postrzegać ludzi wokół mnie... (siebie chyba też...) Choć to jest czasem trudne, myśleć o niektórych z bezinteresowną życzliwością, warto czasem zduśić w sobie (czasem nawet trochę irracjonalną...) niechęć do jakiejś osoby, aby móc dostrzec w niej to, co wartościowe i piękne. Przecież w każdym musi być pierwiastek dobra... Czasem niestety zdarzało mi się o tym zapominać... kiedy miałam w sobie bardzo wielką urazę do kogoś. Teraz wiele się zmieniło i jest już lepiej.
Taaak... Żdziebko się rozpisałam, za chwilę sama się w tym pogubię . Spieszę więc oznajmić konkluzję, którą chciałam napisać już wcześniej, ale jakoś nie wyszło : chciałabym bardziej poznać Autora wierszy, jestem Go ogromnie ciekawa.
Z pozdrowieniami dla wszystkich z KSM i nie tylko
bogucinianka

  Wielkie małe oczy
A.L.:

   "Wielkie małe oczy"

Zjawia się człowiek,
By zaraz zniknąć.
Nie zdąży otworzyć powiek,
Nie zdoła krzyknąć.



Pobyt człowieka na ziemi (w życiu) jest tak tragicznie krótki,
nie zdąża on nawet się rozejrzeć, nie zdąża wydobyć z siebie
głosu. Nikt mu nawet nie zdąży w oczy zajrzeć, bo powieki
zamknięte.

Znikąd na ziemię,
Stąd do nicości -
A przecież w tych oczach drzemie
Tyle boskości!



Tak. Nie wiadomo skąd przychodzimy, ani dokąd idziemy.
Narrator jednak zna odpowiedź na trzecie klasyczne [*]
pytanie: kim jesteśmy. Otóż uśpioną boskością jesteśmy.
(Skąd on to wie? Oto zagadka.)

Litość i modły
Nad jego ciałem.
Wolno zniekształca świat podły
Te oczy małe.



Jest też człowiek przedmiotem oddziaływań ziemskich.
O ile "modły" mogą być wzięte za wskazanie fałszywych
religii, co chcą [wszystko przecież w kontekście
póżniejszego "świat podły"] człowiekowi zaćmić umysł
i oderwać od prawdy, o tyle "litość" ("nad jego ciałem")
jest frazą nader tajemniczą. Któż to się tak podle
lituje nad jego ciałem i czemu ma z tego wynikać
podłe przekształcenie jego oczu małych? Czyżby polegało
ono na powiększeniu oczu? Na siłę? Żeby bezbronnego
rozwarciem oczu (powiększeniem) uzbroić (z litości)?
Albo też -- ciągle z litości -- idzie o wyrugowanie
z oczu tej drzemiącej w nich boskości? Ale świat o niej
nie wie (powieki zamknięte), wie tylko narrator.
Czemu też świat podły zniekształca te oczy _wolno_?
Przecież powyżej jasno stwierdza się, że całe życie to
krótkie mgnienie. Sprzeczność jakaś.

Swiatła i cienie!
Daleko! Blisko!
A to niewinne spojrzenie
Rozumie wszystko.



Zakładamy, że niewinność dotyczy okresu sprzed podłego
zniekształcenia. Rozumie "wszystko", czyli to, co
pierwotne wobec tych sztucznych dychotomii, jakie
(z litości lub w modłach) narzuca mu świat podle.
Jest to rozumiejące spojrzenie jednak tylko metaforą:
powieki bowiem ciągle zamknięte: to warunek, by tliła
się pod nimi rozumiejąca wszystko boskość.

Ból radość zdławia,
Chce w śmierć się schować...
Lecz człowiek po to się zjawia,
By się zbuntować!



Finał zaskakujący. Ból, który zdławia radość, musi
przecież dotyczyć skutków owego podłego, powolnego
zniekształcania. Stąd wynika, że stan sprzed zniekształcenia
miałby być radością. Jest jednak "rozumieniem wszystkiego",
zatem i cierpienia. Czemu więc tylko "radość"? A może to
radość poznania wszechobejmującego, które potem podle
zostaje poddane próbom dychotomij i tylko śmierć z tej męki
wyzwala? (Czym się tak przejmować, skoro cały proces to
tylko chwila?) Ale i ta perspektywa jest natychmiast
czytelnikowi odebrana: otóż narrator zna odpowiedź na
_czwarte_ (rzadziej obecne w kanonie) pytanie: po co
jesteśmy? Po to, by się zbuntować. Ale przeciw czemu?
Podłemu zniekształceniu? Otwieraniu oczu? Nierozumieniu
wszystkiego? To ważne możliwości, a finał -- powtórzmy --
zaskakujący.

I tyle lektury. Pora na oceny. Po pierwsze, bełkot.
Po drugie, w warstwie opisowej, stek banałów i to
z gatunku tych najokrutniejszych ("życie jest krótkie",
"świat jest podły" etc.). Po trzecie, sto dziesiąta woda
po kisielu romantyzmu. Po czwarte, w tym hm-wierszu
ani jednej prawdy czy emocji _indywidualnej_, ani jednej
oferty _oryginalnej_ myśli, zwrotu, sformułowania.
Po piąte, wyczerpuje wszelkie znamiona grafomanii.
I to by było na tyle.

a_r

[*] skąd przychodzimy? kim jesteśmy? dokąd idziemy?


  Wielkie małe oczy
a_r :

A.L.:

|    "Wielkie małe oczy"
Pobyt człowieka na ziemi (w życiu) jest tak tragicznie krótki,
nie zdąża on nawet się rozejrzeć, nie zdąża wydobyć z siebie
głosu. Nikt mu nawet nie zdąży w oczy zajrzeć, bo powieki
zamknięte.



Dokładnie !!

Tak. Nie wiadomo skąd przychodzimy, ani dokąd idziemy.
Narrator jednak zna odpowiedź na trzecie klasyczne [*]
pytanie: kim jesteśmy. Otóż uśpioną boskością jesteśmy.
(Skąd on to wie? Oto zagadka.)



To się po prostu wie, każdy tę świadomość w sobie nosi. Ty też.

Jest też człowiek przedmiotem oddziaływań ziemskich.
O ile "modły" mogą być wzięte za wskazanie fałszywych
religii, co chcą [wszystko przecież w kontekście
póżniejszego "świat podły"] człowiekowi zaćmić umysł
i oderwać od prawdy, o tyle "litość" ("nad jego ciałem")
jest frazą nader tajemniczą. Któż to się tak podle
lituje nad jego ciałem i czemu ma z tego wynikać
podłe przekształcenie jego oczu małych? Czyżby polegało
ono na powiększeniu oczu? Na siłę? Żeby bezbronnego
rozwarciem oczu (powiększeniem) uzbroić (z litości)?
Albo też -- ciągle z litości -- idzie o wyrugowanie
z oczu tej drzemiącej w nich boskości? Ale świat o niej
nie wie (powieki zamknięte), wie tylko narrator.
Czemu też świat podły zniekształca te oczy _wolno_?
Przecież powyżej jasno stwierdza się, że całe życie to
krótkie mgnienie. Sprzeczność jakaś.



Zycie jest pełne sprzeczności - i my razem z nim!

I tyle lektury. Pora na oceny. Po pierwsze, bełkot.
Po drugie, w warstwie opisowej, stek banałów i to
z gatunku tych najokrutniejszych ("życie jest krótkie",
"świat jest podły" etc.). Po trzecie, sto dziesiąta woda
po kisielu romantyzmu. Po czwarte, w tym hm-wierszu
ani jednej prawdy czy emocji _indywidualnej_, ani jednej
oferty _oryginalnej_ myśli, zwrotu, sformułowania.
Po piąte, wyczerpuje wszelkie znamiona grafomanii.
I to by było na tyle.

a_r



Wiele czasu poświęciłeś na ciekawy komentarz. Mógłby byś jeszcze o jeden
stopień mniej złośliwy i już uznałbym go za dobry (nie jakościowo lecz
międzyludzko po prostu). Ten wiersz i Twoja jego krytyka są ostatecznym
Obrazem braku jakiegokolwiek sensu tłumaczenia sobie nawzajem znaczenia
słów, obrazów, odczuć, podtekstów, itp.,itd. w poezji.
Spróbuj zrozumieć i zaakceptować jendą e l e m e n t a r n ą rzecz w tym
wszystkim, o czym od pewnego czasu tu "dyskutujemy": są w pisaniu takie
jego źródła, przyczyny, potrzeby i inne zjawiska, z których ono się
rodzi, które sprawiają, że słowa i ich powiązania nabierają innych
znaczeń, niż te wyuczone, wyryte w naszych mózgach, wypisame w
słownikach i encyklopediach - my(piszący) definiujemy je na nowo gdzieś
wewnątrz i niemożliwe jest (przeważnie) udostępnienie, ukazanie tych
znaczeń światu, odbiorcy, czytelnikowi. Piszemy myśląc, może łudząc się,
że ktoś nas zrozumie, lecz przeważnie to nie następuje - i wtedy
tłumaczenie i wyjaśnianie po prostu jest NIEMOZLIWE! Pogódź(my) się z
tym:

jest śmiertelnie chore. Byś może byłem wtedy w transie, może nie
wiedziałem, co mówię (i piszę), może miałem jakąś wizję, może mi odbiło,
może miałem natchnienie, może chciałem się wyżyć, a może ... to po
prostu nic nie znaczyło. Ja do dziś tego nie wiem, Ty też tego nie
wiesz. Nikt o nikim niczego nie wiem - i tym bardziej o jego pisaniu.

A.L.


  Wielkie małe oczy




a_r :

| I tyle lektury. Pora na oceny. Po pierwsze, bełkot.
| Po drugie, w warstwie opisowej, stek banałów i to
| z gatunku tych najokrutniejszych ("życie jest
krótkie",
| "świat jest podły" etc.). Po trzecie, sto dziesiąta
woda
| po kisielu romantyzmu. Po czwarte, w tym hm-wierszu
| ani jednej prawdy czy emocji _indywidualnej_, ani
jednej
| oferty _oryginalnej_ myśli, zwrotu, sformułowania.
| Po piąte, wyczerpuje wszelkie znamiona grafomanii.
| I to by było na tyle.

| a_r
Wiele czasu poświęciłeś na ciekawy komentarz. Mógłby byś
jeszcze o jeden
stopień mniej złośliwy i już uznałbym go za dobry (nie
jakościowo lecz
międzyludzko po prostu). Ten wiersz i Twoja jego krytyka
są ostatecznym
Obrazem braku jakiegokolwiek sensu tłumaczenia sobie
nawzajem znaczenia
słów, obrazów, odczuć, podtekstów, itp.,itd. w poezji.
Spróbuj zrozumieć i zaakceptować jendą e l e m e n t a r
n ą rzecz w tym
wszystkim, o czym od pewnego czasu tu "dyskutujemy": są
w pisaniu takie
jego źródła, przyczyny, potrzeby i inne zjawiska, z
których ono się
rodzi, które sprawiają, że słowa i ich powiązania
nabierają innych
znaczeń, niż te wyuczone, wyryte w naszych mózgach,
wypisame w
słownikach i encyklopediach - my(piszący) definiujemy je
na nowo gdzieś
wewnątrz i niemożliwe jest (przeważnie) udostępnienie,
ukazanie tych
znaczeń światu, odbiorcy, czytelnikowi. Piszemy myśląc,



może łudząc się,

że ktoś nas zrozumie, lecz przeważnie to nie następuje -
i wtedy
tłumaczenie i wyjaśnianie po prostu jest NIEMOZLIWE!
Pogódź(my) się z
tym:



Nie, nie ma potrzeby się godzić. Po pierwsze - to jest
MOŻLIWE, przykłady idą w setki. Po drugie - Twoje wnętrze
i jego niesłychane tajniki nic mnie nie obchodzą. To jest
grupa poświecona poezji, a poezja jest sztuką pisania

widzenia pewnego odbiorcy (a_r). Cierpliwości mu nie
zabrakło (wyrazy podziwu). Teraz siedź cicho i czekaj na
Jakąś-z-czymś-malutkim, może da się skusić na Twój
produkt. Póki co uświadom sobie właśnie ten prosty fakt -
to produkt, nic poza tym.

dziecka, które
jest śmiertelnie chore. Byś może byłem wtedy w transie,
może nie
wiedziałem, co mówię (i piszę), może miałem jakąś wizję,
może mi odbiło,
może miałem natchnienie, może chciałem się wyżyć, a może
... to po
prostu nic nie znaczyło. Ja do dziś tego nie wiem, Ty
też tego nie
wiesz. Nikt o nikim niczego nie wiem - i tym bardziej o



jego pisaniu.

Skoro nic nie wiesz o pisaniu, i wiesz, że nic nie wiesz,
daj sobie spokój z pokazywaniem wszem wobec tej niewiedzy
wytworów. Przyjemność taka sobie dla czytelnika, którego
nie musi obchodzić ani Twoja osobista tragedia, ani fakt,
że "chciałeś się wyżyć".

Tomaszek


  W oczekiwaniu na Klanarchię...
To chyba czas na pierwszą przedpremierową recenzję.

Nie znaczy to, że mam podręcznik, którego jeszcze nie ma, ale napiszę o tym, jak się zapatruję na to, co widzę po dostępnych informacjach zanim podręcznik trafi w moje ręce. Myślę, że dla takiego marketingowca, jak Furiath, na pewno ciekawie jest przeczytać o wrażeniach potencjalnego klienta swojego produktu

Najbardziej pierwsze, ogólne wrażenie to... zaintrygowanie. Ten system ma coś, co przyciąga. Niby horror (nie lubię horroru), ale właściwie to takie nietypowe fantasy z dodatkowymi - charakterystycznymi elementami. Czym więcej czytałem, tym bardziej byłem zaintrygowany, a w głowie rysowała się wizja połączenia najlepszych amerykańskich zabiegów o prezentację zewnętrzną z najlepszymi, naszymi wschodnio-europejskimi głębokimi przemyśleniami i wyczuciem stylu. Kiedy o tym pomyślałem, doszedłem do wniosku, że być może to będzie najlepszy system, jaki widziałem...

To "gorące" wrażenie zbledło nieco, gdy zobaczyłem okładkę. Nie zrozumcie mnie źle, ale jak na system, który miał przebić wszystko, co widziałem na rynku polskim i amerykańskim (a nie widziałem wszystkiego - na tym drugim), to okładka jest ładna, poprawna technicznie, z dobrym wyczuciem kolorów, ale... nie za bardzo pasuje. W dodatku jest dość... kiczowata, "mangowa" mógłbym powiedzieć. Ładna, ale mangowa. Osobiście, to bym powiedział grafikowi, żeby przynajmniej kolory zmienił w Photoshopie, jeśli już się koniecznie przy niej upierać. Niby te szczegóły, elementy, wszystkie są intrygujące, ale liczy się pierwsze OGÓLNE wrażenie - a to, jak pisałem, było blade.

Ale już dawno nie oceniam rzeczy po okładkach. Czytałem sobie co-nieco o postaciach, pomysłach, fabule itd. Znowu potwierdziło się, z jak dużym entuzjazmem autorzy podchodzili do Klanarchii. Widać, że chcieliście postawić na bogactwo, dużo pomysłów i to takich, które "chwytają" czytelnika i intrygują. Nie będę wnikał w szczegóły - znowu wrażenie było bardzo dobre; i po raz kolejny pomyślałem, że prawdopodobnie większość amerykańskiej, komercyjnej sieczki nie będzie w stanie na tym polu konkurować.

Grafiki - stylowe, ładne, znowu z wyczuciem barw, niesamowite. W większości. Trzymają poziom mniej-więcej Monastyra, który był też bardzo ładny. Osobiście bym (jak zwykle) zmienił jeszcze kilka rzeczy, dodałbym im pewnego animuszu, bo jednak część wydaje się, jakby, pozbawiona tego, co nazywam "charyzmą". Na przykłąd jedna panienka: ciuchy aroganckiej bohaterki, ale bardziej przypomina romantyczną nastolatkę, która ma pstro w głowie, a już na pewno nie niebezpieczne przygody. Takie niekonsekwencje grafików jednak są częste, więc problem właściwie dotyczy nie tylko Klanarchii. Po prostu irytują mnie takie sprawy, dlatego o tym piszę. Ale z doświadczenia wiem, że z grafikami często ciężko się dogadać. Efektem jednak jest zawsze gorszy produkt, niestety...

Krótkie opisy to coś, co lubię. Monastyra w całości nigdy nie przeczytałem, bo Trzewiczek rozwadnia się strasznie i bezsensownie. Ja nie lubię ograniczeń (zbytnią drobiazgowością) i gadania bez sensu. Natomiast oczekuję, że zostaną wspomniane tylko te elementy, które stanowią tzw. mięso, haki itd. a także przejrzysty układ - gdzie czytam tylko to, co mnie interesuje. Zobaczę, jak to zostało zrobione w Klanarchii, jak już będę go trzymał...

Spis treści na koniec zostawiłem. Generalnie potwierdza on pierwsze, pozytywne wrażenie: mnogość pomysłów, prawdopodobnie same konkrety, intrygujące rozwiązania, oryginalność i świeże spojrzenie na RPG. Tyle wyczytałem "między wierszami". Jak zostało to zrealizowane - też będę mógł przyjrzeć się później.

Na osobną pochwałę zasługuje odwaga autorów, którzy zdecydowali się wydać system prawdziwie profesjonalny, nawet za wyższą cenę. Bardzo dobry wybór.

Ogólnie - gratulacje. Wszystko wygląda świetnie i amerykańscy konkurenci mogliby się przypuszczalnie czuć zagrożeni. A część nawet wpaść w kompleksy Zobaczymy, jak wyjdzie w praktyce - i nie omieszkam go zrecenzować po raz drugi.

  Fuzja osobowa - twoja własna subkultura
jagby



żadko



jestem katoliczka


nie wierze w piekło czy niebo



Zaprzeczasz samej sobie.Katolik to chrześcijanin obrządku rzymskiego, bezkrytycznie uznający papieża i wszystkie nauki i sobory Watykanu.
Ale ja się lubię przypierdalać

.: debek o godzinie 15:38 dodał(a):

Bóg niby stworzył ziemie... a geografia mówi zupełnie co innego.. poj***ne


Na wieży Babel ludziom się pomieszały języki...a Lingwistyka mówi zupełnie co innego...to dopiero poj***ne.
Stary testament ma charakter symboliczny, a historyjkę o człowieku ulepionym z gliny można pogodzić z teorią ewolucji, czyli tym co mówią na Biologii.

.: debek o godzinie 15:47 dodał(a):

Wygląd:

W lecie Krótkie spodnie t-shirt-oryginalnie i nieprzeciętnie
Po waszemu Eloziomek-w wąskich spodniach czuję się nieswojo,łysa bania to komfort.W zimie roxują jasnobrązowe trepy

Muzyka:

Rózna.Głównie rap, ale też i Jazz,jakieś samplowane opcje z Ninja Tune,wybiórczo Rock,Hippisi, Punk,HC,Metal,
oraz...
Kalambury:Wibrująca muzyka w której słychać radość, naturę, wolność, słońce, Boga, miłość czyli...

Zajawki

Muzyka, Filmy(czasem potrafię obejrzeć 3 dziennie jak dzisiaj),Książki, rysowanie, historia.

?Używki

Piwo, sporadycznie cięższy woltaż, habiździe...Reszta??
"Jointy browar masz po co łapy pchasz"...acha i fajki

Filozofia

Priorytet w kreowaniu jakiejś mojej filozofii ma Ewangelia.Nie rozkminiam sensu istnienia, bo szkoda życia na to. Staram się patrzeć realnie, bez złudzeń, nic nie jest do końca czarne albo białe.Staram się myśleć po swojemu, a nie tak jakby ktoś chciał,żebym myślał.Dwa cytaty:
"Life is a journey not a mystery
open your eyes live what you see"
"Nie lubię gier tych na szczeblach wyższych niż chodnik
bo gubię się w nich to tunele bez pochodni
wszyscy wielcy eksperci teoretycy życa
podnieś tomik wierszy, których pełno na ulicach"

Stosunek do otoczenia

W głębi trochę aspołeczny.Nie lubię prostactwa, chamstwa, buractwa.Przeraża mnie głupota ludzka, telewizja i chyba nie mógłbym mieszkać w USA.Tak to raczej komunikatywny i słyszałem parę razy,że wywieram dobre wrażenie na czyichś mamach

Stosunek do samego siebie

Dość krytyczny

Stosunek do zorganizowanych religii

Śmieszy mnie jak ktoś kto mówi,że księża nic tylko na tacę zbierają, ale czasem i zachowanie księży jest takie jak to potępione w Ewangelii. Ksiądz potrafi na kazaniu powiedzieć coś mądrego.Uznaję spowiedź, poniekąd okresy postu, ale żebym był praktykującym katolikiem nie mogę powiedzieć, chociażby dlatego,że katolicyzm nie daje mi pola dla własnych przemyśleń.Wychodzę z założenia, że ludzie są tylko ludźmi i na temat Absolutu mogą sobie tylko mniemać.
"Nieważne co czytasz Koran,Torę,Biblię Bądź dobrym człowiekiem a zło samo zniknie"

Autorytety

Moja starsza siostra

Śmierć

Byle nie w najbliższym czasie

Wrażliwość

Jak ktoś ma hopki,że pali wieczorną fajkę na dachu bloku w samotności to chyba jest to osobowość romantyczna.Dusza artysty.Wrażliwy na sztukę, widoki i cudzą krzywdę.Ale z drugiej strony....
"Gdy marzysz to zamykasz oczy
rzeczywistość łatwo ciosem cię zaskoczy"

.: debek o godzinie 16:08 dodał(a):

ja proponuje p12: Stosunek do tego co rasta nazywają babilonem a punki systemem, czyli rządy,prawo,biurokracja itp.

  zaczęło się od tego, że Tumnus spotkał Łucję...
Szczerze? Raczej nie miały żadnego wpływu. Czytałem to, co trzeba było czytać w szkole, a poza lekturami (wstyd się przyznać) nie przeczytałem wielu innych książek. Jeśli już coś czytałem, to na pewno nie wybierałem tego z myślą o "Opowieściach z Narnii".

To nie znaczy jednak, że nie ma typów książek, które preferuję. Owszem, są. Lubię książki i historie (niekoniecznie wielkie tomiska, krótkie opowieści też są miłe), w których jest coś z baśniowości, tajemnicy, niezwykłości, nadnaturalności, oniryzmu. Tylko nie mylcie tego z literaturą fantasy. Fantasy raczej bowiem nie preferuję, a na dowód tego powiem, że nie przeczytałem i nie zamierzam przeczytać "Władcy pierścieni". Książki, które mam na myśli, to między innymi:
"Pan Tadeusz" - bodaj najgenialniejsze dzieło w polskiej literaturze wszechczasów. Czytałem już trzy razy całość i mnóstwo razy fragmenty. Ten epos to jedna wielka baśń, w której można się zanurzyć zapominając o wszystkim. Poza tym to istne bogactwo barw, dźwięków, zapachów. Dzieło wionie patriotyzmem i jakąś magiczną nostalgią. Jest pełne różnych wątków, historii, zdarzeń, których po pierwszym przeczytaniu się nie dostrzega, dopiero kolejne lektury "otwierają oczy". A do tego te trzy genialne koncerty: Jankiela, Wojskiego i dziwna muzyka wieczoru (w tym koncert dwóch stawów). Nawet Słowacki był zachwycony epopeją Mickiewicza. Czytałem nie tylko "Pana Tadeusza", ale i o "Panu Tadeuszu" - wiele opracowań, ale nie ściąg dla ćwierćinteligentów, tylko porządnych prac krytyków literackich. Polecam wszystkim!
"Sto lat samotności" - Gabriel Garcia Marquez (nie jestem pewien pisowni) opowiedział tu historię Maconda - odciętej od świata miejscowości, która żyje własnym życiem, w której panują inne prawa. To, co dla nas jest fantastyczne i nierealne, tam jest codziennością. To, co dla nas jest zwykłe i powszednie, tam wzbudza zdumienie. To piękna historia przesycona tak zwanym realizmem magicznym. To niezwykły świat, zupełnie inny od naszego, a jednak bliski naszemu sercu. To jedna z tych książek, których się nie zapomina.
Ostatnio trafiły w moje ręce "Baśnie i legendy" Sienkiewicza. Dopiero zacząłem czytać, ale polecam króciótką legendę pt. "Dwie łąki". To inna historia stworzenia świata (choć nie wiem, czy nie jest to stworzenie świata wg hinduizmu).
"Mistrz i Małgorzata" - może mnie nie zachwyciło aż tak bardzo, jak innych, ale książka ciekawa i nie można obok niej przejść obojętnie. Przeplatają się tam trzy plany: realny, apokryficzny (Poncjusz Piłat) i fantastyczny, choć to nie jest dobre określenie, chodzi o diabły (Woland, Fagot, Behemot i inni). W książce chodzi między innymi o to, że diabeł jest czasem bardziej ludzki niż system totalitarny. A całość to jedna wielka groteska.
"Sklepy cynamonowe" - eh, wyleciało mi z głowy nazwisko autora - wstyd! Nie czytałem całości, ale polecam: oniryzm, tajemniczość i niezwykły klimat.
"Ballady i romanse" - jeszcze raz Mickiewicz. Romantyczna przyroda, karząca i ocalająca, mnóstwo tajemnic i niezwykła atmosfera. W ogóle Mickiewicz zasłużył sobie na miano wieszcza, że wspomnę jeszcze tylko o "Dziadach". Cały romantyzm to jedna wielka odchłań baśniowości i magii. Dopiero po zdaniu matury człowiek zdaje sobie z tego sprawę.
wiersze Leśmiana, a zwłaszcza "Dziewczyna", to kolejny przykład utworów, które na mnie wywarły najwiękze wrażenie. Zresztą ogólnie poezja na to do siebie, że niekiedy lepiej potrafi stworzyć baśniowy klimat, niż proza. Niezwykłe są też wiersze Szymborskiej, zwłaszcza z tomu "Koniec i początek".

Tyle na razie przychodzi mi do głowy. Pozdrawiam

  zaczęło się od tego, że Tumnus spotkał Łucję...
Szczerze? Raczej nie miały żadnego wpływu. Czytałem to, co trzeba było czytać w szkole, a poza lekturami (wstyd się przyznać) nie przeczytałem wielu innych książek. Jeśli już coś czytałem, to na pewno nie wybierałem tego z myślą o "Opowieściach z Narnii".

To nie znaczy jednak, że nie ma typów książek, które preferuję. Owszem, są. Lubię książki i historie (niekoniecznie wielkie tomiska, krótkie opowieści też są miłe), w których jest coś z baśniowości, tajemnicy, niezwykłości, nadnaturalności, oniryzmu. Tylko nie mylcie tego z literaturą fantasy. Fantasy raczej bowiem nie preferuję, a na dowód tego powiem, że nie przeczytałem i nie zamierzam przeczytać "Władcy pierścieni". Książki, które mam na myśli, to między innymi:
"Pan Tadeusz" - bodaj najgenialniejsze dzieło w polskiej literaturze wszechczasów. Czytałem już trzy razy całość i mnóstwo razy fragmenty. Ten epos to jedna wielka baśń, w której można się zanurzyć zapominając o wszystkim. Poza tym to istne bogactwo barw, dźwięków, zapachów. Dzieło wionie patriotyzmem i jakąś magiczną nostalgią. Jest pełne różnych wątków, historii, zdarzeń, których po pierwszym przeczytaniu się nie dostrzega, dopiero kolejne lektury "otwierają oczy". A do tego te trzy genialne koncerty: Jankiela, Wojskiego i dziwna muzyka wieczoru (w tym koncert dwóch stawów). Nawet Słowacki był zachwycony epopeją Mickiewicza. Czytałem nie tylko "Pana Tadeusza", ale i o "Panu Tadeuszu" - wiele opracowań, ale nie ściąg dla ćwierćinteligentów, tylko porządnych prac krytyków literackich. Polecam wszystkim!
"Sto lat samotności" - Gabriel Garcia Marquez (nie jestem pewien pisowni) opowiedział tu historię Maconda - odciętej od świata miejscowości, która żyje własnym życiem, w której panują inne prawa. To, co dla nas jest fantastyczne i nierealne, tam jest codziennością. To, co dla nas jest zwykłe i powszednie, tam wzbudza zdumienie. To piękna historia przesycona tak zwanym realizmem magicznym. To niezwykły świat, zupełnie inny od naszego, a jednak bliski naszemu sercu. To jedna z tych książek, których się nie zapomina.
Ostatnio trafiły w moje ręce "Baśnie i legendy" Sienkiewicza. Dopiero zacząłem czytać, ale polecam króciótką legendę pt. "Dwie łąki". To inna historia stworzenia świata (choć nie wiem, czy nie jest to stworzenie świata wg hinduizmu).
"Mistrz i Małgorzata" - może mnie nie zachwyciło aż tak bardzo, jak innych, ale książka ciekawa i nie można obok niej przejść obojętnie. Przeplatają się tam trzy plany: realny, apokryficzny (Poncjusz Piłat) i fantastyczny, choć to nie jest dobre określenie, chodzi o diabły (Woland, Fagot, Behemot i inni). W książce chodzi między innymi o to, że diabeł jest czasem bardziej ludzki niż system totalitarny. A całość to jedna wielka groteska.
"Sklepy cynamonowe" - eh, wyleciało mi z głowy nazwisko autora - wstyd! Nie czytałem całości, ale polecam: oniryzm, tajemniczość i niezwykły klimat.
"Ballady i romanse" - jeszcze raz Mickiewicz. Romantyczna przyroda, karząca i ocalająca, mnóstwo tajemnic i niezwykła atmosfera. W ogóle Mickiewicz zasłużył sobie na miano wieszcza, że wspomnę jeszcze tylko o "Dziadach". Cały romantyzm to jedna wielka odchłań baśniowości i magii. Dopiero po zdaniu matury człowiek zdaje sobie z tego sprawę.
wiersze Leśmiana, a zwłaszcza "Dziewczyna", to kolejny przykład utworów, które na mnie wywarły najwiękze wrażenie. Zresztą ogólnie poezja na to do siebie, że niekiedy lepiej potrafi stworzyć baśniowy klimat, niż proza. Niezwykłe są też wiersze Szymborskiej, zwłaszcza z tomu "Koniec i początek".

Tyle na razie przychodzi mi do głowy. Pozdrawiam


  "Der Augenblick" (nowa 13-stka)
Tekla - kochana... ale za co ja mam sie gniewac? No powiedz mi! Przeciez dla mnie i tak jest najwazniejsze, ze w ogole tu zajrzalas kiedykolwiek. I dziekuje Ci za to teraz i bede dziekowac zawsze. Pozdrawiam:)

beaciaa - nie moge Was rozpieszczac, wystarczy, ze Wy mnie rozpieszczacie:) A racja, nasz rumunek ma fajny glosik. Choc ja i tak wole Lordiego...

szmula - dziekuje, poczekasz sobie jeszcze pare dni

hela_z_wesela - nie, nie licze wszystkich czytelniczek, ale jesli spojrzysz w de-de, to zobaczysz, ze wypisuje wszystkich, ktorzy skomentowali poprzedni odcinek. Chcac, czy nie chcac, gdy pisze, wiem ile ich mniej wiecej jest. Proste.
No, a wsprawie drugiego komenta nie wiem co mam napisac, bo mnie rozbroilas. Wiem, ze spodziewasz sie po tym opowiadaniu czegos innego, dlatego inaczej odbierasz to, co pisze. I moim zdaniem czepianie sie wypowiedzi innych nie jest zbyt na miejscu. Kazdy rozumie to inaczej, kazdy inaczej czyta moje slowa, kazdy jest inny i ma inne poglady. Ty rowniez. Dlatego szanuje Twoje zdanie i ciesze sie z krytyki, ale prosze abys innych zostawila w spokoju. Czepiaj sie mnie:)
I actimel Ci nie pomoze, bo ja pije danonki i mam silniejsze kosci
A na forum jestem caly czas, tyle, ze siedze jako ukryta i mnie nie widac. Pisz jesli masz ochote, ja tu jestem. No to chyba wszystko. Pozdrawiam:)

Ayane - ojej... Twoj komentarz mnie zachwycil! To byl najladniejszy ze wszystkich, zdecydowanie. Nie zasluzylam na tak piekne slowa. Napewno nie od Ciebie. Ciesze sie, ze wrocilas. Kochana Sandy opowiadala, ze masz juz gotowego parta opka, wiec ja czekam. Kocham Cie i caluje bardzo mocno:*

Monis! - wrazie czego, wiesz gdzie mnie szukac. Wal do mnie smialo. Tobie nigdy niczego nie odmowie. A czesci wiem, ze krotkie, ale tak wychodzi. Mam ograniczone ilosci weny. Pozdrawiam:)

i$Qa - a ja kochalam Justyne. Ciebie tez kocham, ale tamta wrazliwa, romantyczna i cudowna istota jakos bardziej mnie przyciagala. Chyba, ze to Ty w nowym swietle... Dziekuje za te slowa, zupelnie nie zasluzone. Wiesz wszystko, co czuje, wiec nie bede nic mowic. Caluje goraco i czekam na kolejne jednopartowki w Twoim wykonaniu:)

Fistashek - ooo jestes! Czekalam na Twojego komenta. Zawsze zarzucisz ladnym wierszem... Zaczelam je kolekcjonowac. Nie obrazisz sie, prawda? No to dziekuje. Kolejny raz. Moja kochana czytelniczko. Pisz no swoje opo, bo dawno parta nie bylo, a ja czekam. Buzi:*

EwCiAaA - wrocilas! Ciesze sie bardzo! Jaki ladny komencik, od razu sie cieplej w sercu robi... Ale niepotrzebnie sie fatygujesz. Wiesz, ze dla mnie najwazniejsza jestes Ty, a nie to, co wychodzi spod Twoich palcow. No moze oprocz Twoich opek... Pozdrawiam:)

kainka111 - lepiej sie nie ucz ode mnie, bo jeszcze wiecej chlamow bedzie... Jesli masz brac przyklad do jak najbardziej z Dii, ale tutaj... o ludzie... mozesz sie tylko zepsuc. No a co do mojej milosci, to oczywiscie, ze Cie kocham. No. Dzieki wielkie za wszystko:*

  De Catullo
Gajusz Waleriusz Katullus urodził się w Weronie (jednak miasto miłości:))
w roku prawdopodobnie 86 pne. Jego rodzina należała do miejscowej arystokracji, parokrotnie dom Katullów odwiedzał sam Cezar w drodze 'do' lub 'z' Galii. Zapewne ojciec Katullusa marzył o karierze politycznej dla syna, ten jednak nie wiele się przejmował ojcowskimi planami. Bawił się. Jeszcze w Weronie dokonał doskonałego, śmiałego przekładu poematu "Warkocz Bereniki", Kallimacha. Ten właśnie poeta był inspiracją dla Katullusa. Żyjący 300 lat wcześniej filolog odrzucił pompatyczny charakter dotychczasowej poezji greckiej i skierował ją na bardziej luźne tory. Liczyły się krótkie utwory utzrymane w konwencji 'minimum słów maximum treści'. Naturalną jest rzeczą, że neoteoretycy alexandryjscy-bo tak nazywał się krąg poetycki Kallimacha szczególnie preferowali epigramat. Nie znosili zaś eposu. Kallimach powiedział "Mega byblos, mega kakon" - duża ksiązka, duże zło. Katullus po przybyciu do Rzymu w 61(?) 60(?) r pne szybko nawiązał kontakty z poetami alexandryjskimi. Wkrótce stał się najlepszym z nich. Być może właśnie wtedy poznał wielką miłość swego krótkiego nieszczęśliwego życia. Na imię miała Klaudia. W historii jednak zwykło się ją nazywać 'Klodia'. Jej brat, Klaudiusz Pulcher chciał bowiem należeć do obozu popularów, musiał więc postarać się o adopcję u kogoś z plebsu i zmienić nazwisko. Również więc jego siostra od tąd nazywała się inaczej. Była niezwykłą kobietą - świetnie tańczyła, pięknie śpiewała. I miała wielkie, czarne, płomienne oczy. W samym zymie nazywali ją 'wielooka' ka Herę. Jak się jednak często zdaża piękne kobiety = złe kobiety. Klodia była podejrzana o wiele przestępstw, nawet o morderstwo. Katullusa jednak był zauroczony. Gdy ją spotkał postanowił napisać dla niej wiersz. Tak powstał semiprzekład wiersza Safony, jednak o indywidualnym charakterze:
Boskim wydawało mi się oblicze
Owego męża, który może piękniej
Od niebian wygląda, gdy siedząc z Tobą
Patrzy i słyszy

Śmiech Twój słodki, a ja dręczon myślami
Swe zatracam zmysły. Spotkawszy Ciebie
Najmilsza Lesbio, żadnej we mnie siły
Prócz głosu w krtani.

Ciało me zaś rozpala płomień cichy
Nie mogąc przemówić, słyszę w uszach dźwięk
Dziwaczny. Widać jak kochanków parę
Cień nocy oblekł.

Boleśnie parzy Katullu samotność
Twoja, szalejesz poznawszy ich szczęście.
Bezczynność zgubiła pierwej i królów
Miasta szczęśliwe. /przekład własny/

W swych wierszach do Klodii, poeta nazywał ją 'Lesbia' - od poetki Safony, mieszkającej na Lesbos. Kobiecie spodobał się wiersz i Katullus został jej kochankiem. Pisze w tym czasie wspaniał, gorące liryki i można powiedzieć, że czuje się szczęśliwy. Nie w głowie mu polityka, nauka. Jest błyskotliwy i inteligenty, dostaje się pod protketorat Cycerona. Od niego odziedziczył nienawiść do Cezara, którą eksponuje w swych wierszach. Jednak Lesbia nie okazała się wierną. Katullus cierpiał, prosił, błagał, "Kochał i nienawidził" ale wszystko na nic. Lesbia rzuciła go.
Wtedy poeta postanawia odmienić los. Wyjeżdża z pretorem Memiuszem do Bitynii. Miał nadzieję, że tam wzbogaci się, wrócił jednak w powszechnej opinii jeszcze biedniejszy. Prawdopodobnie umiera w roku 54. Wcześniej zdążył się pojednać z Cezarem. Nie znamy okoliczności śmierci, wiadomo tylko że umarł młodo. Jego wiersze pisane głównie w jedenastozgłoskowcu falecejskim były pierwszą próbą stworzenia liryki w łacinie. Nie słusznie więc w 'Exegi monumetum..' Horacy pisze, że to on jako pierwszy wprowadził do poezji rzymskiej greckie metra. Pierwszy zrobił to Katullus. Jego wiersze stanowią dla uczonych zagadke, tak jak i cała osobowość twórcy. Kim był? Jaki był? Często porównuje się Katullusa do poetów romantycznych. Faktycznie, jeśli chodzi o treść (nieszczęśliwa miłość, ból istnienia) można skojarzyć go z romantykami. Lecz Katullus jest niezwykle dbały o formę, zabiegi stylistyczne co dla romantyków nie tak ważnym było jak dla klasyków. Czasmi Katullus pisze wiersze wręcz obsceniczne jak 16, zaczynając go wersem: "Zgwałcę Was z przodu i z tyłu, boleśnie potłukę". Jednak mimo to jego wiersze cenione były i są przez znawców antyku. Doceniali go takze antyczni; np. Owidiusz. Jego postać jest niesamowicie tajemnicz i przez to bardzo pociągająca.

  Bambini di Praga dla naszych bambini
W niedzielę 16 grudnia, o godz. 12.00 w Bambini di Praga na ul. Jagielońskej 26 w Warszawie czytamy książkę A.A. Milne’a: Dawno, dawno temu…

Gdyby Król Euralii nie udał się na wojnę wypowiedzianą Królowi Barodii (poszło, jak to zwykle bywa, o drobnostkę), rządów w królestwie nie przejęłaby na ten czas Księżniczka Hiacynta, a piękna, choć (również, jak to zwykle bywa) przebiegła i podstępna, Hrabina Bellafryga nie wykazałaby się swoimi zdolnościami (oj, nie brak jej talentów). Tak więc… nikt nie zostałby zamieniony w zwierzę i nie objadałby się nenufarami, nie doszłoby do spisku, niczyje wąsy nie zawisłyby na maszcie i nie byłoby też (a jakże!) romantycznej miłości. Krótko mówiąc, nie doszłoby do paru komicznych pomyłek, a tym samym nie mielibyśmy okazji przeżyć wraz z bohaterami tylu zaskakujących i pełnych humoru sytuacji. O tym, czy (jak to w bajkach) wszystko dobrze się kończy, niech Czytelnik przekona się sam. Na pewno nie pożałuje!

Książkę „Dawno dawno temu…” wydało Wydawnictwo NASZA KSIĘGARNIA. Fragmenty książki przeczyta aktor Arkadiusz Janiczek

Ze względu na ograniczoną liczbę miejsc w naszej księgarni i klubie, dzieci chętne do wzięcia udziału w czułych czytankach prosimy zgłaszać pod adresem: poczta@czuly.pl.
Każde zaproszenie zostanie przez nas potwierdzone. Prosimy dokładnie podać swoje dane kontaktowe.

www.czulybarbarzynca.pl

Alan Alexander Milne (18 stycznia 1882 - 31 stycznia 1956) – pisarz angielski, najbardziej znany jako autor książek: Kubuś Puchatek (1926) oraz Chatka Puchatka (1928).
Urodził się w Londynie jako trzeci syn dyrektora prywatnej szkoły dla chłopców Henley House. Po ukończeniu z wysokimi notami tej uczelni rozpoczął studia na Uniwersytecie Cambridge, gdzie pod wpływem poznanego tam nauczyciela, znanego autora s-f Herberta George’a Wellsa, postanowił zostać pisarzem. Po ukończeniu szkoły utrzymywał się z wątpliwym powodzeniem z pisania artykułów. Stopniowo zaczęło mu się lepiej wieść, gdy rozpoczął regularną współpracę z czasopismem "Punch" w 1906, pisując zwykle krótkie artykuły. W 1913 roku wziął ślub z chrześniaczką właściciela, Dorothy De Selincourt.
Po wojnie, podczas której Milne walczył na froncie i z której wyniósł jak najgorsze wspomnienia, rozpoczął się okres sukcesów literackich pisarza. W 1920 roku zaczęto wystawiać jego sztuki teatralne, zaś w październiku urodził się jego jedyny syn Christopher Robin , znany na całym świecie jako Krzyś. To jemu właśnie na pierwsze urodziny kupił pluszowego misia – Kubusia Puchatka.
Kariera Misia o Bardzo Małym Rozumku sprawiła, że dużo mniej znane są inne, cenione literacko dokonania Milne’a, jak np. powieść sensacyjna czy romans, wiersze oraz dramaty.